Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
Zagłada atomowej bazy koło Sulęcina
Dodane przez lan3 dnia Styczeń 01 2012 14:12:00

Treść rozszerzona
Prawie 200 tys. zł wydano na wyburzenie dawnych magazynów jądrowych nad jez. Buszno koło Sulęcina. Dwa największe schrony jednak ocalały i może za kilka lat będą filarem turystyki w naszym regionie. Ruch należy teraz do leśników i władz gminy.

Dawny radziecki magazyn ładunków nuklearnych nad Busznem to jeden z najbardziej tajemniczych zakątków Ziemi Lubuskiej. Ćwierć wieku temu jego istnienie i przeznaczenie było jedną z największych tajemnic Układu Warszawskiego. Od dwóch tygodni głośno o nim w całym kraju. Po artykule w "GL” wyburzanie znajdujących się tam obiektów nagłośniły inne media, zagotowało się także na naszym forum. - To była prawdziwa perełka, która mogła nas wyróżniać na mapie Polski, Europy, a nawet świata – pisze internauta Wandern39.

Czytelnicy są zbulwersowani rozbiórką militarnego kompleksu, który mógł być turystycznym przebojem powiatu sulęcińskiego i całego regionu. Przed dwoma tygodniami mówił nam o tym Jerzy Sadowski z miesięcznika "Odkrywca”, który poinformował "GL” o niszczeniu bazy. Jego oburzenie podziela m.in. autor wielu książek i publikacji prasowych o obiektach militarnych Robert Jurga z Zielonej Góry. Jeden ze swoich artykułów poświęcił radzieckiej bazie pod Sulęcinem. – Przygotowałem też książkę na jej temat, ale nie zdążyłem jej wydać. Ukaże się po wymazaniu atomowych magazynów z mapy najciekawszych obiektów militarnych w zachodniej Polsce – ubolewa.

Po wyjeździe Rosjan bazę przejęła nasza armia, choć jej formalnym właścicielem jest sulęcińskie nadleśnictwo. Wojskowi mają ją przekazać leśnikom. Ale bez wybudowanych przez Rosjan obiektów. Dlatego już w 1994 r. podjęto decyzję o ich rozbiórce. Pierwsze pod przysłowiowy młotek poszły budynki mieszkalne i garaże, w 2002 r. ich los podzieliły wartownie. Obecnie dobiega końca trzeci etap prac, podczas których rozebrano magazyn typu Granit oraz rampy przed dwoma składami Monolit.

Wyburzanie prowadzone jest na zlecenie Rejonowego Zarządu Infrastruktury z Zielonej Góry. To instytucja podlegająca resortowi obrony i zajmująca się wojskowymi nieruchomościami. Jej rzecznik prasowy ppłk Jerzy Tomaszewski tłumaczy, że do tej pory wydano na "rekultywację” wydano 198 tys. zł. – Za te pieniądze można było zabezpieczyć i oznakować obiekty, zrobić jakiś parking i wytyczyć ścieżkę turystyczną – twierdzi R. Jurga.

Inni zarabiają na bunkrach

Po drugiej wojnie światowej we Francji i innych krajach zachodnioeuropejskich zasypano tysiące obiektów militarnych stanowiących spuściznę po Niemcach. Teraz są odkopywane, rekonstruowane i zagospodarowywane na cele turystyczne. W poniemieckich bunkrach możemy się przespać, wypić piwo lub lokalne wino, obejrzeć koncert czy batalistyczną inscenizację. – Właściciele zarabiają na tych obiektach. Podobnie mogło być z byłą bazą atomową. Wybrano jednak najprostsze i najgłupsze z możliwych rozwiązań – dodaje R. Jurga.

Jak podkreśla Czytelnicy, baza leży w jednym z najbardziej malowniczych zakątków Ziemi Lubuskiej. Od południowego-wschodu graniczy z nią Łagów z joannickim zamkiem i urokliwymi jeziorami, zaledwie kilkanaście kilometrów na północny-zachód znajduje się turystyczny kurort Lubniewice. Nie lada gratką dla turystów są także pobliskie bunkry Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, które przyciągają kilkadziesiąt tysięcy osób rocznie.

Co wiemy o bazie? Jej powierzchnia wynosi 370 ha. Leży w trójkącie między wioskami Trzemeszno Lubuskie, Wielowieś i przysiółkiem Templewko. - To obrzeża wędrzyńskiego poligonu, dlatego Rosjanom łatwo było się tam ukryć. W dodatku w pobliskim Wędrzynie stacjonowali radzieccy saperzy, a w Kęszycy Leśnej łącznościowcy. Obecność innych jednostek Armii Radzieckiej maskowała bazę i jej przeznaczenie - mówi emerytowany oficer z Międzyrzecza.

Wilcza baza nie dla turystów

W wojskowych materiałach magazyny opatrzono kryptonimem skład specjalny 3003. Rosjanie nazywali je Wołkodar, natomiast miejscowi Wilczą Bazą. - Nawet na grzyby tam nie chodziliśmy, bo po co komu kłopoty. Ludzie wiedzieli, że w lesie siedzą Ruscy. Ale nawet do głowy nikomu nie przyszło, że siedzą na atomach - mówi jeden z mieszkańców Trzemeszna Lubuskiego.

Mamy dobrą wiadomość dla miłośników lubuskich fortyfikacji. Ppłk J. Tomaszewski potwierdził nam, że dwa obiekty typu Monolit nie zostaną wyburzone. Będą jednak zabezpieczone przed turystami. Dlaczego? - To niebezpieczne miejsce i łatwo tam o wypadek - tłumaczy Witold Wasylków, nadleśniczy z Sulęcina.

Wjazdy do magazynów zasypano już kilka lat temu, ale ciekawscy wciąż drążą tunele w skarpach i wchodzą do środka. Nic tam nie znajdą, bo schrony zostały ogołocone z wyposażenia. Teraz prawdopodobnie wejścia zostaną zabetonowane, a obiekty zasypane ziemią. Tymczasem jeden z naszych rozmówców zwraca uwagę na fakt, ze przed dwoma laty sulęcińskie władze zorganizowały konferencję na temat składów, podczas której zapowiadały ich przejęcie. Teraz burmistrz Michał Deptuch tłumaczy, że przeszkodą była skomplikowana sytuacja własnościowa spadku po Rosjanach. - Jeśli tylko pojawi się szansa na unijne dotacje na turystyczne zagospodarowanie byłej bazy, natychmiast wystąpimy o jej przejęcie, lub choćby wydzierżawienie - zapowiada.

Wzorem dla Sulęcina powinny być władze Lubrzy i Międzyrzecza, które ponad 20 lat temu przejęły bunkry MRU i teraz zarabiają na turystach. - Teraz jednak potrzebne będą grube miliony na odtworzenie infrastruktury, którą bezmyślnie zniszczono - komentuje R. Jurga.

Pod ochroną specnazu

Magazyny atomowe wybudowano w ramach operacji "Wisła” na podstawie porozumienia podpisanego 25 lutego 1967 r. między ówczesnym szefem resortu obrony Marianem Spychalskim i marszałkiem ZSRR Andriejem Grieczką. Inwestycję sfinansowała Polska. Obiekty Podborsko koło Białogardu (skład specjalny 3001), Brzeźnica koło Jastrowia (skład specjalny 3002) i Templewo koło Sulęcin (skład specjalny 3003) są dziełem polskich saperów i firm budowlanych. Prace rozpoczęły się już w 1967 r. Po ich ukończeniu w styczniu 1970 r. bazy przekazano Rosjanom. W przypadku konfliktu z NATO przechowywane tam ładunki miały być przekazane dla polskiego wojska: lotnictwa, a także jednostek rakietowych i artyleryjskich.

Składy były chronione przez żołnierzy jednostek specjalnych – specnaz. Otaczały je betonowe ogrodzenia z tzw. martwą strefą i drutami pod napięciem. Wokół nich wybudowano kilka pierścieni wartowni, bunkrów i okopów, a także zapór przeciw piechocie i desantowi z powietrza. Rdzeniem bazy były obiekty typu Monolit, nazwane przez amerykański wywiad T7. Składowano w nich ładunki mniej stabilne, dlatego znajdowała się tam klimatyzacja, systemy chłodzenia i laboratoria. W latach 70. we wszystkich bazach dobudowano magazyny typu Granit na bardziej bezpieczne ładunki. Składy zamaskowano drzewami, które posadzono na ich stropach. Dlatego z góry wyglądały jak las.

Według danych odtajnionych przez Instytut Pamięci Narodowej, Rosjanie mogli przechowywać we wszystkich trzech bazach do 288 bomb, rakiet i pocisków nuklearnych. Największe z nich miały moc 500 kiloton. Były ponad 30 razy silniejsze od bomby, zrzuconej 6 sierpnia 1945 r. przez Amerykanów na japońskie miasto Hiroszima.

Rosjanie mieli też mniejsze magazyny, w których składowali ładunki jądrowe na użytek
stacjonujących w Polsce jednostek Północnej Grupy Wojsk. Reliktem tamtych czasów jest obiekt typu Monolit na dawnym lotniska armii radzieckiej pod Szprotawą, gdzie przechowywano około 40 bomb jądrowych i lotniczych pocisków rakietowych.

Źródło http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20111124/TURYSTYKA04/757051094